Wiecznie tak samo jeszcze jak za czasów Piasta,

Po łokcie umączone ręce dzierżąc w dzieży,

Zakwasem zaczyniony chleb ugniata świeży

Przejęta swym odwiecznym obrządkiem niewiasta...

L.Staff

sobota, 27 marca 2010

Drożdżowe ślimaczki z marcepanem i rodzynkami


Byłam w kinie ...taki babski wieczór ale to nie o tym...
Zapach amerykańskiego popcornu bogato nafaszerowanego zastępczymi substancjami przyciąga z czwartego piętra parkingu.
Nikogo nie trzeba pytać czy ma ochotę ;)
Zaznajomiona z amerykańską obsesją wielkości oczywiście proszę "small popcorn"
"Small" to już niezły worek , który nawet w ciągu 3 godzinnego seansu ciężko pochłonąć.
Jaki w takim bądź razie jest "large" - widząc to ciężko jest uwierzyć ...
Przemiła sprzedawczyni składa propozycję nie do odrzucenia - za jedyne 50 centow więcej dostaję "medium" - czyli mam już popcornu duuużo ponad normę hehe!
Do tego biorę pepsi - również "small" - dostaję wiadro "czarnej trucizny" - to akurat dla koleżanki :P
Odchodzę od kasy i myślę sobie po co mi tyle popcornu ...ha to jest właśnie sposób na biznes!
Ja, za jedyne 50 centów więcej napcham się jak ś****a a po kilku latach będę szukać albo chirurga (jeżeli będę bogata i leniwa)
albo ośrodka odchudzającego (jakbym większość pieniedzy wydała na promocyjną żywność)
Film super , jem popcorn ... jem dalej... przestaję tylko kiedy na ekranie pojawia się nagi tors Gerarda Butlera.
Jednak do niej wrócił... więc pozostaje mi tylko popcorn ale już niemogę nawet patrzeć w stronę "worka"
Zapalają się światła, przeżywam szok - najlepszy śmietnik jest w wykonaniu amerykanów.
Przy naszych krzesełkach prawie czysto - znaczy "nie-amerykanki"
Dookoła morze promocyjnego popcornu(bo amerykanie biorą tylko "L" i "XL" więc mają większe nadwyżki)
Nagle koleżanka niechcący rozsypuje resztki popcornu.
Chyba mocno się wyróżniałyśmy od reszty i chciała to jakoś zatuszować :)
Wracam do domu i myślę sobie jak zgubny jest ten kraj.
Nie martwcie się , ograniczać się to oni potrafią ...np. moje imię!
Od początku nie dałam się przechrzcić na żadną Meggi albo coś tam... o nie.
Więc zawsze było : "my name is Magda" bo Magdalena to dla nich stanowczo za długo.
Do czasu kiedy Magda również okazało się za długo bo nagle stałam się "Mag"
Wrociłam więc do Magdaleny i łamią sobie języki biedaczki.
Żeby naród ten potrafił dzielić żywność na mniejsze porcje tak jak kolejne części mojego imienia
zapewne nie byłoby tu problemu z otyłością!



ps. Pragnę zaznaczyć, że jest to moja osobista opinia i nikomu nie zabraniam kochania tego kraju.
Ja napewno wolę Polskę ...dlatego uciekam ...






Upiekłam sobie bułeczki z Weekendowej Cukierni!
W poszukiwaniu pistacji natrafiłam właśnie na takie czerwone.
To akurat wymysł braci z południowej Ameryki - oczywiście barwione !
Bułeczki super! Nie musiałam urządzać promocji za 50 centów i nie walały się pod krzesłami ;)
Wszystkie zostały zjedzone! Pyszne!
Dziekuję gospodyni Edysi z blogu "przy kuchennym stole" :)

Drożdżowe ślimaczki z marcepanem i rodzynkami
Cytuję za Edysią:

Składniki (na około 15 bułeczek)
ciasto:
500 g mąki pszennej
50 g świeżych drożdży
40 g cukru pudru
szczypta soli
250 ml letniego mleka
100 g rozpuszczonego masła
2 jajka

nadzienie:
50 g rozpuszczonego masła
100 g masy marcepanowej
1 jajko
1 łyżka ciepłego mleka
szczypta cynamonu
50 g brązowego cukru
100 g rodzynek
100 g posiekanych migdałów
1 żółtko do posmarowania
1 łyżka wody

do dekoracji:
80 g cukru pudru
3-4 łyżki soku z cytryny
20 g posiekanych niesolonych pistacji





Wsypać do miski mąkę, na środku zrobić dołek i wkruszyć do niego drożdże. Posypać je łyżeczką cukru i wlać trochę letniego mleka. Rozetrzeć palcami drożdże z mlekiem i cukrem, miskę przykryć i odstawić na chwilę w ciepłe miejsce żeby zaczyn "ruszył".
Następnie dodać sól, pozostały cukier, rozkłócone jajka, wlać masło i letnie mleko. Wyrobić gładkie ciasto (w razie potrzeby dosypać około 50 g mąki). Przykryć czystą ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce aż ciasto mniej więcej podwoi swoją objętość.

Wyrośnięte ciasto rozwałkować na oprószonej mąką stolnicy na prostokąt o wymiarach 40x50 cm. Posmarować płynnym masłem.
Przygotować nadzienie: marcepan pokroić na kawałki, utrzeć z jajkiem i mlekiem na kremową masę i równomiernie rozsmarować na cieście. Cynamon wymieszać z cukrem i posypać krem. Sam wierzch posypać rodzynkami i posiekanymi migdałami.

Zagiąć do środka krótsze krawędzie ciasta o szerokości ok. 2 cm i zaczynając od jednego z dłuższych boków, całość zwinąć w rulon.
Roladę pokroić w plasterki grubości 2-3 cm i przenieść je na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Odstawić do wyrośnięcia.

Żółtko roztrzepać widelcem z łyżką zimnej wody i opędzlować równomiernie wyrośnięte ślimaczki.
Wstawić do nagrzanego do 180 st.C piekarnika i piec przez 25-30 minut.

Zimne bułeczki polać lukrem przygotowanym z cukru pudru utartego z sokiem z cytryny. Natychmiast posypać siekanymi pistacjami i zostawić do zastygnięcia.
Smacznego!


17 komentarzy:

  1. Świetna opowieść:) I piękne bułeczki:)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. z tym marcepanem muszą być wspaniałe... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bułeczki masz wspaniałe, baaardzo apetycznie wygladają, aż chciałoby się skosztować jedną...

    Co do opowieści, mam znajomą, która mieszka tam już 10 lat, wile rzeczy jej przeszkadza, ale jak sama określiła, przeszła już ich mentalnością i w Polsce nie mogłaby się teraz odnaleść...

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie napisane!:)))
    A bułeczki wyglądają oblędnie! Wiem,jakie sa pyszne, tez je robiłam:)Mniam!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra historia.. I jaka prawdziwa..
    A ślimaczki? Cudo! Nie mogę od nich oczu oderwać. Tak apetycznych drożdżóweczek, dawno nie widziałem..

    OdpowiedzUsuń
  6. śliczne drożdżówki!:) ale mi ochoty narobiłaś:)
    niezła opowieść:) Madziu, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!:) także wracaj Kochana do Polski, Amerykanie mają inną mentalność, więc my ich nie zmienimy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziekuje Wszystkim za komentarze :)
    Przyznam szczerze, ze nigdy nie chcialam tu mieszkac i jest zwyklym zrzadzeniem losu, ze jednak sie znalazlam w usa!
    Nigdy jednak nie chcialam zostac na dluzej bo zwyczajnie nie pasuje do tego swiata :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie wiem czy śmiac się z tej popcornowej opowieści czy..?
    ale w sumie to nie moja sprawa, ja bym z pewnością wybrała w rozmiarze najmniejszym

    a bułeczki ślimaczki są cudne

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziekuje Margot i Asieja :)

    Tez wybralam najmniejszy ale zanim sie obejrzalam
    sprytnie zostal mi sprzedany medium.
    W sumie mialam to na polowe z kolezanka ale i tak nie zjadlysmy wszystkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakie smakowitości! I nie mówię tu o popcornie:)))

    Wiesz, ja też nie dałam się ochrzcić na jakiś holenderski odpowiednik mojego imienia. Nie mówię im "Małgorzata", bo to dla nich totalny kosmos, ale "Gosia", a i tak wymawiają "Hosja"... No ale nic nie da się już z tym zrobić:)))

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepiekne i na pewno przesmaczne! Chrup, chrup!

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzisz Kochana ja Cię rozumiem. Podobne uczucia mam do kraju, w którym obecnie mieszkam. I dlatego też uciekam. W przyszłym roku.
    Z poprawna wymową mojego imienia walczę do dziś - byłam już Eve, Eva, Iłilina (tak tak tak próbują wymawiać moje imię Ewelina) mówię Ci kupa śmichu :)
    Wieczorne uściski :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hehe! Ja jestem cos w rodzaju Meeegda albo Magna!

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja bym tak strasznie chciała Amerykę odwiedzić... ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. No coz!
    Ja wcale nie chcialam a jednak sie tu znalazlam :)
    Nie zaluje ale zycia tutaj sobie nie wyobrazam :)

    OdpowiedzUsuń